niedziela, 19 kwietnia 2020

POP UP 11 lipca


Dziękuję za wasze zamówienia!

Po odbiór zestawów zapraszam w sobotę 11 lipca między 12:00 a 14:00 (ul. Solec 103)

środa, 22 listopada 2017

różowe trufle



Kocham desery, które robi się w kilka minut z kilku składników, a są przepyszne i wyglądają jak milion dolarów.
Trufle z deserowej czekolady są urocze i słodkie, ale zapakowane w ładne pudełko będą wyglądać super fancy. Nie widzę ani jednego powodu, żeby ich nie zrobić, na przykład dzisiaj.
Liofilizowane owoce mogą brzmieć egzotycznie, ale to po prostu owoce pozbawione całkowicie wody, dzięki czemu można je zmielić na bardzo drobny puder. Ja kupuję maliny na wagę na targu, w Rossmannie na pewno są truskawki- jedno opakowanie wystarczy na kilka razy.


Składniki

250 g dobrej deserowej czekolady
125 ml śmietanki 30%
50 g cukru pudru

do obtoczenia
3 łyżki cukru pudru
3 łyżki liofilizowanych czerwonych owoców (truskawek, malin)





Przygotowanie

Śmietankę zagotowujemy, zalewamy nią posiekaną czekoladę, dodajemy cukier puder, mieszamy.
Po ostygnięciu przez chwilę ubijamy masę mikserem, żeby lekko ją napowietrzyć. Wstawiamy do lodówki do zastygnięcia.

Cukier puder i suszone owoce mielimy młynkiem do kawy na gładki, różowy puder.

Z zastygniętej masy robimy kuleczki (polecam robić to w rękawiczkach), obtaczamy w różowym pudrze.









poniedziałek, 20 lutego 2017

pączki/donuty



Tłusty czwartek to jeden z najlepszych dni w roku!
Dopóki nie zaczęłam się nad tym zastanawiać, traktowałam to jako coś oczywistego. Ale czy to nie jest niesamowite, że wszyscy WSZYSCY w tym kraju świętują dzień ciastka, jedzą słodycze i że ta tradycja nie słabnie? Ludzie objadają się pączkami w domu, w pracy, chwalą się ile zjedli i gdzie je kupili. To święto jest cudowne, bo mimo wszystkich codziennych spraw, problemów i pośpiechu nie zaniedbujemy tego rytuału. Nawet diety idą w kąt na ten jeden dzień. 

Może się Wam nie chcieć bawić w robienie pączków, bo nie oszukujmy się, jest z nimi naprawdę sporo zachodu. Ale myślę, że raz w roku warto, bo satysfakcja jest ogromna. A poza tym macie pewność, że zjecie dokładnie takiego pączka, jakiego sobie wymarzyliście.

Przepis: MojeWypieki


Składniki (na ok. 15 większych/20 mniejszych pączków)

400 g przesianej mąki pszennej (najlepiej typ 550)
1 opakowanie suszonych drożdży
szczypta soli
50 g cukru
3/4 szklanki ciepłego mleka
2 jajka i 1 żółtko (jajka L)
50 g roztopionego masła
2 łyżki spirytusu lub wódki (opcjonalnie, alkohol sprawia, że ciasto nie nasiąka tłuszczem podczas smażenia)

Lukier

1 szklanka cukru pudru
2 łyżki wody


Przygotowanie

Do misy miksera wrzucamy wszystkie składniki oprócz masła, włączamy mikser (z hakiem do ciasta drożdżowego, oczywiście można to też zrobić ręcznie). Powoli dolewamy masło i wyrabiamy ciasto przez ok 7 minut, aż będzie odchodziło od ścianek.

Zostawiamy ciasto w misce przykrytej folią spożywczą, do wyrośnięcia, na ok. 1,5 godziny (jeśli w pomieszczeniu jest bardzo ciepło, wystarczy godzina).
Po wyrośnięciu rozwałkowujemy ciasto na gruby placek (1-1,5 cm), na blacie posypanym mąką. Wycinamy szklanką kółka (ja użyłam klasycznej niskiej szklanki z Ikei, którą pewnie ma w domu większość z Was). Jeśli chcecie zrobić donuty, w środku wytnijcie kółeczko małym kieliszkiem, a z wyciętych środków usmażcie małe pączusie:)
Wycięte kółka zostawiamy do ponownego wyrośnięcia, na ok 20 minut- pół godziny.




W tym czasie przygotowujemy naczynie do smażenia (np. garnek, ja smażyłam w szerokim woku, też super się sprawdza).
Na brzegu montujemy termometr cukierniczy (nie ukrywam, że naprawdę bardzo się przydaje) i wlewamy tłuszcz (olej słonecznikowy, kokosowy rafinowany, ryżowy, masło klarowane, smalec). Ja wlałam litr oleju słonecznikowego i uważam, że taka ilość jest w sam raz. 
Podgrzewamy tłuszcz do temp. 175 stopni. Jeśli nie macie termometru, musicie działać na wyczucie - wrzucony do oleju kawałeczek ciasta powinien się mocno zrumienić w ciągu ok. 45 sekund). Temperaturę trzeba ciągle kontrolować, jeśli zostawicie olej na mocnym gazie, to na pewno w ciągu kilku minut zrobi się zbyt gorący, więc radzę utrzymywać nieduży płomień.
Krążki ciasta wrzucamy na rozgrzany olej i smażymy, aż dół zamoczony w tłuszczu będzie brązowy. Wtedy przewracamy pączki na drugą stronę. Powinno to wszystko zająć nie więcej, niż 2 minuty z każdej strony. Usmażone pączki wykładamy na ręcznik papierowy.
Najlepiej wrzucać nie więcej, niż 3-4 pączki jednocześnie, bo wtedy temperatura tłuszczu za bardzo się nie obniży, będzie też łatwiej zapanować nad sytuacją.
Smażymy pączki do końca, potem nadziewamy nutellą, dżemem, budyniem a po nadzianiu maczamy w lukrze (jeśli chodzi o pączki, to dla mnie na górze najlepszy jest lukier, nie jestem fanką pączków w czekoladzie czy innych polewach). Górę posypujemy czym chcemy - orzeszkami, skórką pomarańczową, m&m'sami, pokruszonymi oreo, posypkami.............

końcówka do nadziewania Wilton



Do nadziewania pączków najlepiej użyć specjalnej końcówki do rękawa cukierniczego - wkładamy ją po prostu w usmażonego pączka i wyciskamy nadzienie.










sobota, 18 lutego 2017

bounty!




Domowe bounty z 3 składników. Trzech, naprawdę. Smakuje prawie identycznie jak prawdziwe, jest najprostsze na świecie, polecam na przykład na tłusty czwartek, żeby czymś zagryźć pączka.

Źródło przepisu: Sorted Food.



Składniki

200 g wiórków kokosowych
200 g mleka skondensowanego słodzonego
szczypta soli
300 g mlecznej czekolady (trochę zostaje, można resztę schłodzić i wykorzystać później)

Przygotowanie

Wiórki mieszamy z mlekiem skondensowanym i solą. Masę upychamy w wyłożonej folią kwadratowej albo prostokątnej foremce i wkładamy do lodówki aż zastygnie i stwardnieje.
Czekoladę roztapiamy w kąpieli wodnej.
Wyciągamy kokosowe nadzienie z lodówki, kroimy na prostokąty. Każdy oblewamy czekoladą, odkładamy na papier do pieczenia a potem zostawiamy w lodówce do zastygnięcia.




poniedziałek, 13 lutego 2017

walentynkowy fudge z białej czekolady




Walentynki rządzą się swoimi prawami i zupełnie mi nie przeszkadza, że jest słodko i uroczo, że są serduszka i cała reszta tego lekko tandetnego anturażu. 
Dorzucam dzisiaj swoje trzy grosze w postaci czerwonego fudge'u z białej czekolady, który możecie wyciąć foremką w kształcie serca i dać w prezencie np. komuś, kogo chcecie zaciągnąć jutro do łóżka.

Lista składników jest krótka, sposób przygotowania banalnie prosty, efekt niemalże gwarantowany (ale reklamacji nie przyjmuję, z tym łóżkiem różnie bywa).


Składniki

250 g dobrej białej czekolady
180 g mleka skondensowanego (trochę mniej, niż zazwyczaj, bo zależało mi na bardziej gęstej konsystencji, co ułatwia wycinanie kształtów)
pół łyżeczki ekstraktu albo pasty z wanilii (opcjonalnie)
szczypta soli
kilka kropelek czerwonego barwnika spożywczego w żelu
+ posypki (opcjonalnie)



Przygotowanie

W rondelku, na małym ogniu roztapiamy mleko z posiekaną białą czekoladą i szczyptą soli. Dodajemy barwnik i mieszamy niezbyt dokładnie, żeby powstała biało-czerwona, "marmurkowa" masa.

Foremkę 15x20 cm wykładamy folią spożywczą albo papierem do pieczenia. Wykładamy masę, dekorujemy posypkami, przykrywamy folią i wkładamy do lodówki na co najmniej 3 godziny.

Po zastygnięciu można wyciąć z masy serduszka i włożyć je do pudełeczka, zamiast oklepanych czekoladek.





środa, 18 stycznia 2017

przyspieszone croissanty z białą czekoladą




Kocham croissanty! <3 
Są dla mnie czymś absolutnie cudownym, bo łączą ciasto drożdżowe z francuskim, są chrupiące z zewnątrz i mięciutkie w środku. Jednak odkładałam i odkładałam zrobienie ich w domu, bo długość przygotowania skutecznie mnie zniechęcała.

Postanowiłam znaleźć rozwiązanie, które pozwoli zrobić rogaliki smakujące jak croissanty, ale nie wymagające 6 godzin przygotowania. Zrobiłam więc ciasto z klasycznego przepisu, ale   sposobem Paula Hollywooda na "oszukane" ciasto francuskie, skracającym cały proces kilkukrotnie. Może nie "listkuje" tak, jak to prawdziwe i jest trochę bardziej puszyste w środku, ale smakuje tak samo wspaniale. 




Zróbcie sobie ciasto wieczorem, włóżcie do lodówki a rano uformujcie rogaliki, pozwólcie im wyrosnąć i włóżcie do piekarnika na 15 minut.

Możecie oczywiście użyć tego przepisu do zrobienia ciasta klasyczną metodą, chłodząc je ok 2 godziny po każdym składaniu, ja na pewno kiedyś tak zrobię.

Możecie nadziać croissanty czym chcecie, ale biała czekolada pasuje tu nieprawdopodobnie dobrze:)





Składniki (ok 20 niedużych rogalików)

280 g mąki 
1/2 szklanki ciepłej (nie gorącej) wody
1/4 szklanki ciepłego mleka
3 łyżki cukru
pół opakowania drożdży suszonych
1/2 łyżeczki soli
14 g masła

+140 g zamrożonego masła, startego na tarce
+ posiekana biała czekolada, kolorowa posypka (opcjonalnie)





Przygotowanie

Najpierw przygotowujemy ciasto drożdżowe, do którego później będziemy dodawać zamrożone masło.
Do misy miksera wlewamy wodę i mleko, wsypujemy cukier, drożdże i mąkę i włączamy mikser (końcówka z hakiem, oczywiście można to wszystko zrobić ręcznie). Na koniec dosypujemy sól i dodajemy masło (14 g). Zagniatamy ciasto, aż będzie odchodzić od miski, zostawiamy do wyrośnięcia na 20 minut w ciepłym miejscu.

Rozwałkowujemy ciasto na kształt prostokąta i na 2/3 powierzchni rozkładamy połowę zamrożonych wiórków masła, składamy ciasto jak list i znowu lekko rozwałkowujemy (sposób składania ciasta z wiórkami masła możecie obejrzeć tutaj). Wkładamy ciasto na 5 minut do zamrażarki, ponownie rozwałkowujemy, rozkładamy pozostałe wiórki masła, składamy jak list, lekko rozwałkowujemy i znowu wkładamy na 5 minut do zamrażarki. Potem powtarzamy wszystko jeszcze 2 razy, ale już bez masła. 

Ciasto właściwie jest gotowe, trzeba tylko je schłodzić przed formowaniem rogalików. Zrobienie klasycznego ciasta na croissanty do tego etapu zajmuje kilka godzin, więc jakby nie patrzeć, jesteście o co najmniej 4 godziny do przodu.

Na koniec owijamy ciasto folią i zostawiamy w lodówce na noc (możecie go użyć tego samego dnia, ale trzeba mu dać 2 godzinki w lodówce).

Następnego dnia rozwałkowujemy ciasto na blacie oprószonym mąką, wycinamy trójkąty, nacinamy je lekko u podstawy, nakładamy trochę białej czekolady i zwijamy rogaliki, zaczynając od podstawy a kończąc na czubku trójkąta. Układamy je na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, przykrywamy czystą ściereczką i luźnym kawałkiem folii spożywczej i zostawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na pół godziny-godzinę.






Rozgrzewamy piekarnik do 190 stopni, pieczemy wyrośnięte rogaliki przez 15 minut (bez termoobiegu), można je przed pieczeniem posmarować mlekiem albo mlekiem wymieszanym z jajkiem, dla ładniejszego koloru.
Dekorujemy roztopioną białą czekoladą i kolorową posypką.
















niedziela, 4 grudnia 2016

złote makaroniki pierniczkowe




Makaroniki już były, nawet dwa razy. Jednak do tej pory robiłam je metodą francuską, czyli prostszą w przygotowaniu, ale za to mniej efektywną niż włoska. We francuskiej miesza się mąkę migdałową ze zwykłą bezą, w tej drugiej bezę dodatkowo zaparza się bardzo gorącym syropem cukrowym.

Nie ukrywam, że metoda włoska przerażała mnie, przez konieczność użycia termometru cukierniczego i całą tę zabawę z gotowaniem syropu do określonej temperatury. Jednak nie jest tajemnicą, że beza włoska jest bardziej stabilna i ryzyko niepowodzenia jest dużo mniejsze, dlatego w końcu się za nią zabrałam. 

I co się okazało? Proces przygotowywania nie trwał dużo dłużej, dzięki przygotowaniu wszystkich sprzętów i składników wcześniej poszło mi całkiem sprawnie i bez problemów. Na pewno pozostanę przy tej metodzie, bo makaroniki wyszły super dobre a okiełznanie włoskiej metody dało mi dużo satysfakcji.

Dzisiejsze makaroniki są w wersji korzennej, z kremem czekoladowo-cynamonowym. Spryskałam je dodatkowo jadalnym złotem, żeby wyglądały bardziej świątecznie. Myślę, że wyglądałyby super udekorowanie lukrem jak pierniczki.

Jeszcze jedna ważna rzecz - nie przesiewałam mąki migdałowej, bo jest to czynność, które nienawidzę ze szczerego serca. Może wyszłyby jeszcze ładniejsze i gładsze, gdybym to zrobiła, ale uznałam, że zdrowie psychiczne jest ważniejsze. Jeśli Wy macie cierpliwość, zróbcie to.

Źródło przepisu - mojewypieki.com


Składniki

Ciasto makaronikowe

150 g mąki migdałowej
150 g cukru pudru
120 ml białek (60+60 g)
185 g drobnego cukru (podzielonego na 150 + 35 g)
50 ml wody
3 łyżeczki przyprawy do piernika
szczypta czarnego, mielonego pieprzu
+ opcjonalnie brązowy barwnik w żelu

Krem czekoladowo-korzenny

200 g mlecznej czekolady
150 ml śmietanki 30%
2 łyżeczki cynamonu
2 łyżeczka mielonego imbiru
szczypta mielonego, czarnego pieprzu
+ opcjonalnie złoty, jadalny spray do dekoracji




Przygotowanie

Ciasto makaronikowe

Nagrzewamy piekarnik do temperatury 160ºC z termoobiegiem.
Dwie duże blachy wykładamy papierem do pieczenia.

Mąkę migdałową, cukier puder, przyprawę do piernika i pieprz miksujemy przez chwilę, żeby pozbyć się grudek cukru i większych kawałków migdałów.
Dodajemy połowę białek i mieszamy na pastę. W tym momencie możemy dodać trochę barwnika, żeby ciasto makaronikowe miało kolor przypominający pierniczki.

Do misy miksera wlewamy drugą połowę białek, obok przygotowujemy w osobnym naczyniu 35 g cukru.

Z pozostałego cukru (150g) i wody, na niewielkim ogniu zagotowujemy syrop, do garnka wkładamy termometr cukierniczy i cały czas sprawdzamy temperaturę. Kiedy dojdzie do 100 ºC  zaczynamy w mikserze ubijać pianę. Kiedy będzie ubita do tzw. "miękkich wierzchołków", wsypujemy po łyżeczce przygotowany obok cukier. 
Pilnujemy cały czas syropu i kiedy osiągnie temperaturę 118 ºC (mniej więcej w tym momencie będzie się kończyć ubijać piana), zdejmujemy garnek z ognia, wyjmujemy termometr i powoli wlewamy syrop cienką strużką do piany (nie przerywając ubijania). 
Ubijamy jeszcze przez ok 5 minut, dopóki beza nie będzie wystudzona.

Bezę przekładamy do miski z pastą migdałową, w trzech turach, po każdej mieszając. Trzeba to robić delikatnie, ale na tyle długo, żeby składniki się połączyły. Gotowa masa makaronikowa powinna być gęsta, ale powoli spływać z łyżki.

Przekładamy masę do rękawa cukierniczego (z okrągłą końcówką albo bez końcówki) i wyciskamy na papier do pieczenia równe kółeczka, w kilkucentymetrowych odstępach. Następnie uderzamy blachą kilka razy o blat, żeby lekko spłaszczyć makaroniki i pozbyć się pęcherzyków powietrza. 
Zostawiamy blachy na 20-30 minut, żeby na makaronikach wytworzyła się skórka (będą matowe i po dotknięciu nie będę się kleić do palca).

Po wyschnięciu wkładamy blachę do piekarnika (nie radzę piec dwóch blach na raz, lepiej drugą włożyć dopiero po wyjęciu pierwszej).
Pieczemy makaroniki ok 13-15 minut. Nie mogą być zarumienione, tylko wysuszone z zewnątrz, ale miękkie w środku. Kiedy makaronik daje się zdjąć papieru, jest gotowy.

Studzimy makaroniki na blaszce, zdejmujemy dopiero po ostygnięciu.

(TUTAJ możecie zobaczyć ten proces krok po kroku).


Krem czekoladowo korzenny

Śmietankę podgrzewamy, prawie do zagotowania. Zdejmujemy z ognia, zalewamy posiekaną czekoladę, wsypujemy przyprawy, dokładnie mieszamy. Zostawiamy do zastygnięcia (krem powinien się dać rozsmarować na makaroniku, abo wycisnąć z rękawa).

Wystudzone makaroniki przekładamy kremem, spryskujemy jadalnym złotym sprayem, albo dekorujemy jak pierniczki. 
Najlepsze są na następny dzień po przygotowaniu, bo lekko miękną od kremu.










środa, 30 listopada 2016

brownie na patyku



Kawałki najlepszego brownie, z masłem orzechowym w środku, oblane czekoladą z orzeszkami ziemnymi... W dodatku na patyku, więc wyglądają jak lody! <3

Użyjcie mąki ryżowej zamiast zwykłej, jeśli nie tolerujecie glutenu (testowałam, wychodzi super). Teraz już nie ma wymówek, musicie spróbować! Podawanie ciastek na patyku to moja ulubiona forma, nie ma nic bardziej uroczego:)

Oczywiście możecie użyć orzechów laskowych, włoskich, nerkowców, suszonych owoców, kawałków oreo, m&m'sów, itd...


Składniki (na kwadratową formę o średnicy 20x20 cm)

200 g masła 82%
200 g dobrej, gorzkiej czekolady
4 jajka
150 g cukru
30 g kakao
90 g mąki
szczypta kawy rozpuszczalnej
szczypta soli
9 płaskich, małych łyżeczek masła orzechowego (na 9 dużych kawałków)

+ 3 tabliczki gorzkiej albo mlecznej czekolady
+ 100 g posiekanych, solonych orzeszków ziemnych
+ 9 drewnianych patyczków do lodów (ja zazwyczaj kupuję je w hurtowni, ale tym razem nie miałam, więc poprosiłam Panią z Fresha i dostałam w prezencie)




Przygotowanie

Piekarnik rozgrzewamy do 175ºC. Formę wykładamy papierem do pieczenia.

Czekoladę i masło topimy w kąpieli wodnej. Dodajemy cukier, mieszamy i zostawiamy na chwilę do przestudzenia. 
Dodajemy jajka. Wsypujemy mąkę, kakao, sól i kawę i krótko mieszamy do połączenia. Ciasto przekładamy do formy, w równych odstępach wkładamy po łyżeczce masła orzechowego (mniej więcej na środku naszych późniejszych prostokątów). Brownie pieczemy ok 20-23 minuty, wyjmujemy, kiedy jest jeszcze miękkie w środku, studzimy najpierw na blacie a później w lodówce. Po wystudzeniu kroimy na 9 prostokątnych kawałków. 

Czekoladę mleczną topimy w kąpieli wodnej, dodajemy orzeszki ziemne i mieszamy. 

Kawałki ciasta nabijamy na patyczki, pokrywamy warstwą czekolady z orzechami, wkładamy na kilkanaście minut do lodówki, żeby czekolada zastygła (przed zastygnięciem możecie posypać "lody" orzeszkami albo kolorową posypką).












sobota, 26 listopada 2016

biała czekolada do picia z masłem orzechowym




W nadchodzącym tygodniu ma być -10°C, więc trzeba przygotować swój arsenał ogrzewaczy i uprzyjemniaczy, bo rzeczywistość będzie coraz trudniejsza do zniesienia. Na pierwszy ogień idzie czekolada do picia, a konkretnie biała czekolada z masłem orzechowym... Wyobraźcie sobie białe Reese's w postaci rozkosznego, gorącego napoju na zimowe popołudnie... 


Składniki (na 2 porcje)


500 ml mleka 3,2%

1 tabliczka dobrej, białej czekolady (posiekanej)
2 czubate łyżeczki gładkiego masła orzechowego
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (opcjonalnie)
+ bita śmietana, pianki marshmallow, posypka do dekoracji



Przygotowanie


Mleko przelewamy do garnka, doprowadzamy do wrzenia. Zmniejszamy ogień do minimum, dodajemy czekoladę, masło orzechowe i wanilię i dokładnie mieszamy, aż wszystko się rozpuści.


Przelewamy do kubków, nakładamy bitą śmietanę albo pianki (albo jedno i drugie), posypujemy kolorową posypką. Jeśli macie palnik do creme brulee, możecie przypiec pianki, będą jeszcze lepsze.











piątek, 25 listopada 2016

lukier do pierniczków



Sprawa prosta, ale aktualnie baaardzo istotna - jaki jest idealny lukier do pierniczków??? 


Po pierwsze: śnieżnobiały i nieprzejrzysty. 



Po drugie: na tyle płynny, żeby dało się nim łatwo dekorować i łatwo go zabarwić (zawsze polecam do tego barwniki w żelu). 



Po trzecie: musi po jakimś czasie zaschnąć tak, żeby zadziałał jak mocny klej na wszystkie posypki i cukierki i oczywiście, żeby można było spakować pierniczki (przepis na moje ulubione tutaj) i przetransportować je bez niszczenia dekoracji.



Od razu uprzedzam, że lukier z cukru pudru i mleka/wody/soku z cytryny nie spełnia tych warunków. Spełnia je tylko tzw. lukier królewski, czyli połączenie białka i cukru pudru. Jest doskonały, a jeśli robicie pierniczki wyłącznie do dekoracji, to zdradzę Wam, że mam w pudełku z ozdobami świątecznymi takie, które robiłam na choinkę 3 lata temu i ciągle wyglądają tak samo pięknie.



Kwestia proporcji jest trochę tricky. W zasadzie jest to po prostu jedna szklanka przesianego cukru pudru na 1 białko, które trzeba razem dokładnie utrzeć do uzyskania lekko płynnej, gładkiej masy. Ale, jak wiadomo, jajka są różnej wielkości, macie szklanki o różnej pojemności, dlatego najlepiej będzie zastosować bazowe proporcje i w razie potrzeby dodać trochę więcej cukru pudru albo trochę więcej białka. Lukier ma nie spływać z pierniczków, ale też musi dać się łatwo rozprowadzać i nie zasychać po chwili. Najlepiej przeznaczcie 1-2 pierniczki na sprawdzenie konsystencji i resztę dekorujcie już takim, który będzie Wam odpowiadał.



Składniki



1 białko dużego jajka

ok 1 - 1,5 szklanki przesianego cukru pudru








Przygotowanie



Mieszamy składniki w misce, ucierając na gładką masę (ale bez ubijania, nie chcemy jej napowietrzać).

Dekorujemy pierniczki i dopóki lukier jest mokry, przyklejamy posypki i inne dodatki.